Searching...
sobota, 23 czerwca 2012

angielscy tatusiowie

Pamiętam, gdy przyjechałam do Anglii i zaczęłam poznawać okoliczne parki (które przez parę ładnych lat były właściwie naszym jedynym obiektem turystycznym :)), nie mogłam wyjść z podziwu nad angielskimi tatusiami.

Angielscy tatusiowie, bowiem, wylegali tłumnie w każde sobotnie lub niedzielne popołudnie, okupowali place zabaw, pchali bez oporów wózki, z dumą robili córkom kucyki, grali w piłkę, biegali, wspinali się, wariowali na rowerach, szaleli na rolkach ...


Widok rozczulający.




 Połącz tatusia z dzieckiem :)

Zajęło mi to trochę czasu, by uświadomić sobie, że sytuacja nie jest aż tak sielankowa.

W Anglii bowiem odsetek rozwodów jest kosmiczny - 40% w ciągu pierwszych trzech lat małżeństwa.

Wiele par nawet się 'nie schodzi' porządnie, zanim się rozejdą.
Posiadanie dzieci z kilkoma partnerami jeśli nie jest jeszcze normą, to na pewno nasilającym się zjawiskiem.
I nie mówię tu o sytuacjach, gdy dwoje ludzi stwierdza, że jest im nie po drodze i zakłada nowe rodziny/związki, ale o przypadkowych, chaotycznych, pokręconych relacjach, które okradają dzieci z jakiegokolwiek poczucia stabilizacji.

Sporo więc na albiońskiej ziemi weekendowych tatusiów.

Oczywiście 'weekendowość' nie umniejsza ich zalet jako ojców, ani nie 'odsładza' czasu spędzonego z dziećmi.
Ale - mówcie, co chcecie - dla mnie jest to jednak smutna statystyka.


I to właściwie jedyne, co mogę autorytarnie powiedzieć o wyspiarskich ojcach.







Zbyt mało znam rodowitych Anglików, by pokusić się o jakąkolwiek analizę porównawczą.
Zresztą ... czy istnieje taka kategoria jak 'polscy tatusiowie'?
Można by pewnie ich jakoś scharakteryzować, ale nie mam nastroju.
Nastrój mam bowiem na ... no właśnie, na jakże przewidywalny temat jakim jest Dzień Ojca.
W Anglii obchodzony był w zeszłym tygodniu.
W Polsce dzisiaj, o czym oczywiście przypomniały mi liczne rzesze blogowiczów :)
Nie zamierzałam, nawet przez ułamek sekundy, pisać o tym święcie, gdyż nie przepadam za imprezami odgórnie nakazującymi okazywanie ciepłych uczuć tu i teraz.
Bo jest kalendarzowy prikaz.

Duszę się w swoje urodziny (na szczęście chronię datę na tyle skutecznie, że mało kto wprowadza mnie w zakłopotanie), nie palę się do składania życzeń i wręczania laurek na cześć, zmuszam się do obchodzenia różnych rocznic.
Bo przecież ja im wszystkim życzę dobrze przez 356 dni w roku!
Bo lubię dawać prezenty ot tak.
Bo wolę łapać ulotne chwile niż produkować napuszone słowa.

Pielęgnuję jednak pewne zwyczaje ze względu na ... normy społeczne i szacunek dla tych, dla których pewne dni są szczególne.
A dla mojego taty takich dni jest wiele.
I tak mnie natchnęło, po tych wszystkich pięknych wpisach, com się ich naczytała dzisiaj, oj naczytała ...
*****
Znam parę osób, które powiedziałby o mnie bez mrugnięcia: "Jeśli nie ty, Fi, to kto?!"
Jedną z nich jest mój tato.
Tato nie może przejść spokojnie obok człowieka, bez opowiadania o swojej córce.
Jakbyście więc kiedyś spotkali przemiłego starszego pana, który usidli was w windzie, na przystanku autobusowym czy w kolejce po bilety i zarzuci opowieściami o swojej córce robiącej na Wyspach Szczęśliwych niebywałą karierę, albo o genialnych wnukach bijących inteligencją na głowę wszystkich Anglików, to najpierw podzielcie to wszystko przez cztery, a potem się spytajcie: "Czy pan Fidrygałkowski może?"

W rodzinie nikt już go nie słucha :)
Ba, nawet żarty sobie stoją wszyscy, że jego zdaniem nawet sama Królowa nie mówi po angielsku tak dobrze jak ja.
Mój tata i jego skłonności do przesady!
Mój tata z miłością szorstką, ale bezwarunkową.
Ktoś, dzięki któremu staję w obronie facetów, gdy są obwiniani za całe zło tego świata.
Tata by za mnie w ogień wskoczył. Bez dwóch zdań.

A jednocześnie nie ma drugiej takiej osoby, z którą bym się tak zażarcie kłóciła.
Bo ma ciężki charakter. Wiem, bo mam geny po nim :)
Parę razy pożarliśmy się na ostro. Na noże. Słowne, co prawda, ale siekające boleśnie ...
Nie jest aniołem, na jakiego lubi się kreować.
Potrafi się zapieklić, potrafi wiercić dziurę w brzuchu czy być w pewnych kwestiach absolutnie niereformowalny.
To człowiek z kategorii "Nie zarąbiesz, nie powiesisz!" (że zacytuję moją nieocenioną teściową :))
Uparty i stosujący zasadę 'kropla drąży skałę'.
Ale serce ma na dłoni.
I to z nim rozmawiam godzinami, co dwa-trzy dni.
Nie z mamą.
Z mamą raz na tydzień.
I to o nim myślałam dzisiaj cały dzień.
Że nie wiem, co to będzie, jak go kiedyś zabraknie ...



sobota, 23 czerwca 2012

 

2012/06/24 00:25:44
Pieknie napisalas o swoim Tacie. Moj tez taki byl, bo juz bardzo dawno go nie ma, a mnie go ciagle brakuje.
Stosunek do swiat odgornych, z kalendarza mamy bardzo podobny, z jednym wyjatkiem, ja lubie moje urodziny:)) I krzycze o nich glosno:))
Jesli chodzi z kolei o amerykanskich ojcow, to ja widze duze zaangazowanie, pomijajac statystyki, bo te sa pewnie bardzo zblizone i tak samo przykre, ale czesto moje klientki przychodza z malenkimi noworodkami, bo przeciez musza pokazac te "inna" babcie, co to glaskala po brzuchu przez dziewiec miesiecy i zapewniala, ze wszystko bedzie dobrze:) Przychodza najczesciej wlasnie z mezami i mam okazje widziec to zaangazowanie. Zreszta jestem przekonana, ze naszej wnuczce ojciec zdecydowanie zmienil wiecej pieluch niz matka. Moze zaczelo sie to z koniecznosci, bo synowa miala cesarke, wiec na pierwsze 3 tygodnie zatrudnili pielegniarke, ktora to po trzech pierwszych dniach powiedziala, ze ona tu naprawde nie ma nic do roboty, bo on sobie tak swietnie radzi nie tylko z pieluchami, ale i z kapaniem, przebieraniem.
I tak juz zostalo, zreszta mala "jedza" okrecila go wokol malego paluszka od pierwszej chwili zycia;)))

2012/06/24 00:48:20
Z Tatą od dziecka byliśmy w "milczącym sojuszu" wyszydzanym przez matkę. Tata był moim guru i chyba nawet był ze mnie dumny (zwłaszcza, gdy po odchowaniu dzieci w końcu zdecydowałam się na studia). Byliśmy do siebie bardzo podobni i charakterem, i zewnętrznie. Mieliśmy podobne poczucie humoru, byliśmy słowni , punktualni do przesady... Byliśmy...
Myślę o Tacie codziennie, tak przelotnie, ale z ciepłem. Ale czasem się rozklejam i nie mogę nie płakać. I nie chcę myśleć. I tak jest właśnie w tym dniu :(

2012/06/24 09:47:50
kiepsko będzie
bo miałam podobnego ojca
i teraz żałuję, że czasami nie miałam dla niego czasu
bo wydawało mi się, że jeszcze z nim zdążę o tym pogadać
powiedzieć mu jaki jest wspaniały

2012/06/24 10:21:27
To, że prowadzę bloga na taki właśnie temat, to poniekąd zasługa mojego Taty, bo to właśnie On "zaraził" mnie historią. Mój Tata zawsze był niezwykle powściągliwy w pochwałach, a jednocześnie wiem, że zawsze był ze mnie dumny (czasami mocno na wyrost ;-) kiedy coś się jego synowi udało. I tak jest do dziś - "czytałeś ostatni wpis? fajny?" - "no fajny, ale czytałem już o tym wcześniej" ;-) Jednocześnie od Mamy wiem, że każdy mój nowy wpis Tata czyta z wypiekami na twarzy, a kiedy dawno temu coś trafiło na główną stronę GW, to Tata chodził dumny jak paw i chwalił się wszystkim spotkanym znajomym ;-)
Taki to jest ten mój Tata... i mam nadzieję, że będzie jak najdłużej.
W tym roku sam po raz pierwszy obchodziłem Dzień Ojca i cały czas zastanawiam się jakim ja będę tatą?
Na razie moje młode ojcostwo negatywnie wpływa na częstotliwość wpisów na blogu;-)
Każdemu kto miał kilkumiesięcznego, budzącego się w nocy szkraba, nie muszę tłumaczyć dlaczego;-)

2012/06/24 10:43:21
Piękny wpis Fidrygauko. Dla mnie wczorajszy dzień był bardzo smutny, Twoje słowa ogromnie mnie wzruszyły.

2012/06/24 11:19:01
Wróciłam właśnie z cmentarza. Bo to i Dzień Ojca i Jana. Mój Tata był dla mnie równie ważny i bardzo podobny w relacjach ze mną do Twojego Taty. Odkąd Go nie ma, jest mi trudno. Trudno i smutno. Imieniny Jana to też dzień imienin mojej Mamy. Bez niej też trudno i smutno. Myślę, że bez względu na wiek, fakt iż zostaliśmy sierotami odbiera nam jakąś część poczucia bezpieczeństwa. Piękny wpis Fidrygauko. Dziękuję.

2012/06/24 13:56:11
Najpierw ogólne podziękowania dla wszystkich, za miłe słowa :)
Mnie też wzruszył i natchnął szczegolnie ten wpis.

@Stardust. Dobrze, że można mieć 'drugą bacię' :) Zarażaj dalej swoim optymizmem i obdarowuj 'przybrane' dzieci i wnuki. Pozytywnej energii nidgy za wiele.

Jeśli chodzi o zaangażowanie tatusiów, to ... czasami się zastanawiam, czy jego brak to nie jest czasami wina nas, kobiet. Ale z drugiej strony dzieje się wiele pozytywnych rzeczy w temacie ojcowstwa - mężczyźni uczą się okazywać uczucia, zajmować dziećmi, angażować w wychowanie w stopniu dużo większym niż kiedyś.
Mam nadzieję, że Twoja synowa jest ci wdzięczna :))
Ja mojej jestem, bo mimo nieciekawych relacji, jakie z nią mam, muszę jej przyznać, że wychowała swoich synów na fajnych facetów i tatusiów.

A córki są znane z okręcania tatusiów wokół palca :))

@Rest, jestem pewna, że Twój Tato był z Ciebie dumny!!! Czasami podobne charaktery utrudniają codzienne funkcjonowania, ale z drugiej strony ... łatwiej zrozumieć motywacje i sposób myślenia tej drugiej osoby.
Mimo, że mój tato jeszcze żyje, to też się wczroraj porządnie rozkleiłam (wiem, że powinnam się cieszyć, że jeszcze go mam - i cieszę się, ale wczorajszy dzień był jakiś taki nostalgiczny ...)

@Ninga, myślę że na pewno życie wejdzie wtedy w inną fazę - ale (mimo wczorajszej nostalgii) nie chcę na razie o tym myśleć. Na szczęście są telefony i skype (a do tego mój tato całkiem nieźle radzi sobie z internetem, więc i maile śle), bo fizycznie widzimy się tylko 4-5 razy do roku :(((

Jeśli chodzi o mówienie sobie pewnych rzeczy, to akurat w naszej rodzinie jest z tym kiepsko. Jakoś pewne słowa nie przechodzą przez gardło. Nawet mojemu tacie.
Ale pewne rzeczy się wie. Bez słów.
Może jednak powinnam przestać uważać pewne rzeczy za 'oczywiste oczywistości' i powiedzieć pewne rzeczy, zanim będzie za późno ...

@Jonasz, bo tatusiowie tacy często są: dużo nie powiedzą, ale w cichości pękają z dumy :)
Moja mama jest bardziej podobna do Twojego Taty, jeśli chodzi o powściągliwość reakcji i komentarze (i ją chyba najbardziej denerwuje egzaltacja mojego taty :))

Małe dzieci faktycznie komplikują nieco sprawę, ale pomyśl sobie, że jeszcze tylko parę lat i będziesz się budził sam lub na dźwięk budzika, a nie na krzyk o piątej rano :))

@Żono, mam nadzieję że dzisiejszy dzień jest już bardziej pogodny :)

@Normo, właśnie to poczucie 'osierocenia' i jakiś egzystencjalny strach, że teraz my będziemy/jesteśmy następni 'w kolejce' napawa mnie smutkiem.
Ale póki co obiecuję sobie wykorzystywać te "dni, których jeszcze nie znamy".
Bo one są ważne.
Z moją mamą mam nieco inne relacje. Trochę mniej emocjonalne i lekko pokręcone. Ale też z wiekiem, szczególnie jak sama jestem matką, rozumiem lepiej wiele jej zachowań i reakcji. Moja mama, mimo iż nie jest wylewna, wielokrotnie pomogła mi swoimi radami i wyważonym spojrzeniem na pewne sprawy.

Gość: czarnywieprz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/06/24 20:04:31
Ja chciałam tylko rzucić, żew vice-versa i vis-a-vis:) W biegu jestem ale zdążyłam przeczytać parę wpisów i bardzo się ciesze, że tu trafiłam:) po nitce, którą mi zostawiłaś. Dziękuję:)

2012/06/24 22:06:42
Serdecznie witam* Czarny Pieprzu (Wieprzu nie przechodzi mi przez klawiaturę, bo jakżesz to tak?! :))
Ja też będę sukcesywnie nadrabiać, bo jak na jeden wieczór to za duża dawka śmiechu, jak dla mnie.
Pozdrawiam*

* wbrew sugestiom językoznawców :]

2012/06/24 23:10:50
Myślę, że pisanie na te same tematy ( dzień ojca, matki, święta wszelakie) to dla blogosfery jak chodzenie w tym samym szaliku na mecz ;)

2012/06/25 00:01:30
Moja synowa, to nie calkiem moja;) A juz na pewno nie mnie powinna byc wdzieczna, bo to jest syn Wspanialego z poprzedniego mazlenstwa. Ale tak bardzo nie lubie slowa "pasierb", bo natychmiast mysle o sobie "macocha" a jak macocha to i dzieci do pieca chetnie wsadzi:))
Ja jestem dla nich bardziej kumpelka, lubimy sie, moze wlasnie dlatego, ze nie jestem tesciowa:))) Kto to wie?

2012/06/25 17:18:31
@IK - masz rację - to taka swoista jedność braci internetowej.
W końcu nie wypada nie zareagować na pewne tematy :)

@Stardust - więc wychodzi na to, że Wspaniały też sobie dobrze poradził z wychowaniem syna (dostarczył mu dobry wzorzec :)).
Fakt, że nie jesteś Teściową Właściwą chyba faktycznie pomaga ;))
Też nie cierpię słowa 'macocha', brrrr.

2012/06/27 18:45:49
Wpadlam tu przez przypadek i bardzo mi sie spodobalo. Zostaje na dluzej jesli mozna. Dzis przeczytalam tylko dwa wpisy , na wiecej nie mam czasu ale niedlugo wroce..
Pozdrowienia z Bristolu:)

2012/06/27 19:38:47
Hej Flying Kasiorek (ciekawy nick :)) - witam w moich skromnych progach.
Rozgość się, w miarę czasu oczywiście :))
Ciekawa jestem, czy Twoje odczucia odnośnie mieszkania na Wyspach Szczęśliwych pokrywają się z moimi czy są zupełnie inne. Mam nadzieję, że z czasem się dowiem :))
Ps. Niedawno byłam w Twoich rejonach, co zamierzam zresztą niedługo opisać.
Pozdrawiam

Gość: flying_kasiorek, *.range86-143.btcentralplus.com
2012/06/27 22:32:56
"Nicek" stworzony troche z przekory.Flying- bo boje sie latac samolotem, reszta od imenia:))
Poczytam archiwum to sie dowiem czy tak samo postrzegamy Wyspe i Wyspiarzy.
Czekam z nicierpliwoscia na relacje z wizyty w moich okolicach. Podobalo sie?

2012/06/27 22:59:54
Pieknie napisane o tacie. Zazdroszcze takich wspomniec . Bo ja wiem ,ze czasem lepszy tatus niedzielny co to w te niedziele ma czas niz taki co z dzieckiem mieszka i czasu nie ma...

2012/06/28 08:33:02
@ Flying Kasiorek, ciekawy sposób na radzenie sobie z "przeciwnikiem" :))
Podobać to mi się nawet podobało, ale jak to ze mną bywa, nie mogło być normalnie :))

@ Justmago, witaj i dzięki :)
O moim tacie trudno powiedzieć, że jest nieoobecny, nawet jak jest daleko. On się czasami interesuje nawet za bardzo :))
Ale faktycznie z takim 'niedzielno-kanapowym' nie jest za fajnie.

2012/06/28 17:44:39
Czytając opis Twojego taty, czułam się jakbym czytała o moim.
Taki tata bardzo duże daje, uczy jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Cieszę się, że takiego mam:)

2012/06/28 19:43:32
Milexico, tak tata potrafi dowartościować, ale też wymagania miewa wygórowane i przez poprzeczkę trzeby wysoko skakać :)

0 comments:

Prześlij komentarz

Niepisanym prawem tego bloga jest lista komentarzy dłuższa od samego wpisu - uprasza się o podtrzymywanie tradycji:)

 
Back to top!