Searching...
środa, 5 października 2022

Insta rant czyli dlaczego nie zostanę instagramowym influencerem

Czyli tyrada będzie!

A zatem Instagram ...
Nie, żebym żyła od paru lat w totalnej nieświadomości co do jego istnienia.
Co to, to nie! 
Prywatne konto mam już od lat.

Obserwowanych - 117, wliczając w to 4 (tak, tak, to nie rozmazana jedynka, ale czwórka!) konta mojego pierworodnego oraz paru innych znajomych, których gdzieś tam kliknęłam w popłochu, próbując nawigować po tajemniczym interfejsie Insta, i tak już zostali.

Obserwujących - 54, głównie z byłej pracy. Chyba śledzą, czy wypłynęłam na powierzchnię po odejściu z zakładu pracy niechronionej. Ale nie daję im satysfakcji. Niech tkwią w nieświadomości, albowiem liczba ... 
Opublikowanych przeze mnie postów wynosi zero.

Jednakże w nagłym przypływie tęsknoty za moimi dawnym blogowymi znajomymi, co to mi pouciekali na Insta, postanowiłam założyć sobie konto 'szeptano-fidrygaukowe'.
Nick był wolny, co mnie bardzo ucieszyło gdyż jestem z nim emocjonalnie związana.
Ale był to jedny pozytywny aspekt.



Potem już było tylko gorzej.

Mankament nr 1
Już na początku naszej znajomości Insta zaczął się narzucać.
Najpierw grzecznie zasugerował konto profesjonalne.
Uległam sugestii.
Kazał wpisać branżę.
Wpisałam: Pisarz Do Szuflady.
Odrzucił propozycję i kazał wybierać między autorem a pisarzem. No to jednak na pisarza się nie porwałam. A zresztą, gdybym teraz nawet chciała zmienić na jakiegoś - powiedzmy - Influencera (Matko jedyna, jak ja kocham to słowo :)))), to i tak nie mam pojęcia jak.

Pykam i pykam, żeby cokolwiek ustawić, ale jakoś marnie mi to idzie.
Wiem, że jest na pewno pierdylion samouczków i vlogów na ten temat, ale aż tak angażować się nie planuję. 
Szczególnie na pierwszej randce.

Mankament nr 2
W ciągu pierwszego tygodnia zaczęło mnie obserwować ok. 60 osób.
No miło, można by pomyśleć.
Z tym, że większość z nich to byli (w kolejności przypadkowej):
- obleśni starsi panowie (nie mylić z uroczymi Starszymi Panami
) posiadającymi jednozdjęciowe (nie wliczając obleśnego profilowego) konto, proponujący mi korespondencję. W normalnych okolicznościach przyrody można by to nawet podciągnąć pod wątpliwej urody komplement, gdyby nie fakt, że:

a) jako zdjęcie profilowe mam awatara z iPhone'a skutecznie zatajającego mój wiek i (równie wątpliwą) urodę,

b) piszę po polsku, 

c) mam na profilu na razie li i jedynie zdjęcia budynków lub kubeczków, bez cienia bałamutnych konotacji.

- nawiedzeni trenerzy personalni, guru maści wszelakiej i wątpliwej jakości ewangeliści również posiadający konta albo ledwie powstałe, albo z niewielką zawartością,

- handlarze skór (zwierzęcych, jak mniemam) z Pakistanu,

- restauratorzy, sprzedawcy win, właściciele drobnych biznesów szukający potencjalnych klientów. Powstrzymuję się od przydomka 'nachalni', bo nagabywanie jest chyba jedną z akceptowalnych i szeroko rozprzestrzenionych strategii marketingowych na tym kanale.

- dzieciaki proszące o polubienia ich kont ...

Na szczęście - i tu ukłon w stronę Insta - jest opcja blokowania i usuwania obserwujących. Phew!
Zostałam więc z 29.
Wciąż czekam na reakcje dawnych znajomych, którzy albo celowo mnie ignorują, albo już i stamtąd się ewakuowali. No chyba, że tak jak ja zmagają się z ...

Mankamentem nr 3, czyli totalnym nieogarnianiem, co jest czym.
Posty - ok, tu czaję bazę, choć zupełnie nie rozumiem, jaki jest sens pisania czegokolwiek pod zdjęciami, skoro NIKT TEGO NIE CZYTA.
Czy może się mylę?
Żeby zobaczyć, co jest napisane pod zdjęciem, trzeba sobie zadać trud i nacisnąć na trzy kropeczki zapowiadające kontynuację pierwszej linijki komentarza. Ale toż to trud prawdziwy, szczególnie że paluszek już zjeżdża w dół, już przewija kolejne zdjęcia, już pędzi przez knieje i zarośla zdjęć podsuwanych nam przez algorytm (bo jesteś znajmomą X i polubiłaś post Y oraz skomentowałaś post Z, to może również spodoba ci się konto V), albo przez anty-algorytm stosujący zasadę, że jak nie kijem go to pałką.
Nie lubisz kotków? Możesz (A taaak, możesz! Chwała i za to!) nacisnąć kolejne trzy kropeczki i poinformować system, że to cię nie interesuje.
Kotki nie, lifehacki nie, babeczki ze złotą polewą nie, kotki nie, sentencje życiowe nie, głupie żarty nie, szydełkowe dynie nie, ziewający jeż nie, kotki nie, suknie ślubne ... oooo, co to, to nie!
Ale ile można tak klikać? Tematów są miliardy.
Anty-algorytm zawsze cię czymś zagnie.

Powiedzmy jednak, że podpis może jeszcze ktoś przeczyta.
Ale rolki? Miga toto jak opętane. Normalnemu człowiekowi skrzydełka opadają, bo ledwie doczyta do połowy wpisu, już następna strona.
Migu-migu, cyk-pstryk, ciach-mach. Koniec rolki.
Plus muzyczka. 
Standard z listy, wzięty pierwszy z brzegu (wiem, bo też tak robię :))) i co drugi film przynudza tą samą ścieżką dźwiękową...

Nic jednak nie pobije relacji! Nieeee, naprawdę ja muszę być już chyba bardzo stara i bardzo mentalnie skostniała, skoro nie widzę jakiegokolwiek sensu w nagrywaniu czegoś, co zniknie zaraz po obejrzeniu. No chyba że gdzieś to zapiszesz. 
Gdzie i jak? - nie pytajcie.

Mankament nr 4

Za dużo. 
Przytłacza mnie.
Owszem, zdjęcia są pyszne, ale niekończąca się rolka, o której pisała Pimposhka, toczy się i magnetyzuje palec.
I wpędza mnie w czarną rozpacz, że mnie nie ma w tych wszystkich miejscach.

Tym niemniej, jak się już trochę rozgościłam, to się poczułam trochę jak dziecko w sklepie z cukierkami.
Ooooo, tyle efektów specjalnych! Ooooo, nalepeczkę można dodać! Ooooo i filmik zmontować! Super.

Zrobiłam więc pierwszy w życiu filmik na Instagramie.
Akurat robiłam porządek w szafce z przyprawami.
Temat, jak każdy inny.
Wybrałam filtr (bo przecież jak są, to trzeba używać; same zdjęcie to nuuuda :)))
Zajęło mi to z kwadrans, zanim się połapałam, jak dodać efekty dźwiękowe i gdzie przesunąć palcem, żeby w ogóle ów filtr dodać.

Z dumą pokazałam moim instagramowym dzieciom.
Córka ryknęła śmiechem i skomentowała: "Mamo, ale dlaczego nakręciłaś swój pierwszy w życiu film na Instgramie, który wygląda tak, jak byś była na narkotykach?"

A syn schował twarz w dłoniach i powiedział: "Żenada! Proszę cię, tylko mnie przypadkiem nie taguj!".
Probowałam się jeszcze bronić, że przecież tak ładnie i kolorowo i tak fajnie wiruje i pani Pink śpiewa coś o kręcącej się ziemi, patrz jak się fajnie składa. Na co pierwowrodny (ten, od czterech kont, który prikazuje mi polubić każdy wyprodukowany przez niego post), zwijając się ze śmiechu zapytał tylko: "Ale dlaczego przyprawy? Co ty chciałaś tym filmem osiągnąć?"
"No jak to co? - odpowiedziałam już w myślach - przecież wiadomo, że chciałam zostać instagramowym influencerem, zyskać co najmniej tysiąc followersów i oglądać mój film 'szerowany' na co drugim profilu. Czyż to nie oczywiste?"

Po takiej miażdżącej krytyce chyba jednak nie zostanę.
Zostanę natomiast przy możliwości popodziwiania sobie ze setki zdjęć dziennie i szansie osobistego wyznania miłości pani Kołaczkowskiej (jeszcze bym Meryl Streep chciała, ale nie mogę odróżnić oficjalnego profilu od tych fanklubowych :))

A to moja pierwsza kreacja. Narody, proszę nie klękajcie.


A na Insta na razie zostanę, rozejrzę się, rozgoszczę. 
Co mi szkodzi?

środa, 5 października 2022 


2 comments:

  1. Instagram zmienil sie na gorsze, bo zakupie go przez Facebook, ktora wciaz bojkotuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety Facebookowi uległam już dawno, choć podałam mu fałszywe dane (ale to i tak pewnie nie przeszkadza mu śledzić mnie ile wlezie) - ale dzięki niemu mam kontakt z wieloma znajomymi z różnych kontynentów.
      Czy bym przeżyła bez tego? Pewnie tak. Teraz już pewnie tak. Kiedyś wydawało mi się, to nie niezmiernie ważne, ale im jestem starsza, tym bardziej widzę, że każdy żyje swoim życiem i uaktywnia się tylko wtedy, jak raz do roku wstawisz uaktualnione zdjęcie ...

      Usuń

Niepisanym prawem tego bloga jest lista komentarzy dłuższa od samego wpisu - uprasza się o podtrzymywanie tradycji:)

 
Back to top!