Searching...
poniedziałek, 24 października 2011

Sztuka Rodzenia

Jeśli o mnie chodzi, to sztuka nie musi być przez duże SZ .

Najlepiej jak jest użytkowa :)
A jak już niepraktyczna, to przynajmniej zrozumiała.
No, taka już leniwa jestem, że w natłoku codziennych zmagań po prostu nie chce mi się wgłębiać w to, co autor miał na myśli.


Bohomazy mnie nie ruszają (jak np. takie, przedstawione na bardzo fajnym skądinąd blogu, który chętnie odwiedzam; zostawiałam zresztą 'oficjalny' komentarz, więc żeby nie było, że potajemnie obsmarowuję wpisy autorki :))

Ale już prostota jak najbardziej może być :)

Zresztą co sztuką jest, a co nią nie jest każdy musi chyba zdefiniować sobie sam, na swój własny użytek.

I definicja ta - jak nie pierwszy raz pokazuje życie - potrafi być dość zaskakująca...
Jak napisał felietonista The Telegraph:

Art’s a tricky old game. It used to be easy enough to tell an artist from an eejit, by asking the simple question: “Can you draw?” However, over the past hundred years or so, it’s all gone a bit blurry and the subject has become indefinable.*

Pani Marni Kotak, artystka z Nowego Yorku, twierdzi, że samo życie jest najgłębszą, najbardziej wyrazistą formą twórczości.

Dlatego też postanowiła, że w ramach tzw. art performance urodzi swoje dziecko siłami natury w Metropolitan Museum of Art.

Na oczach gapiów ulegających sugestii, że są odbiorcami sztuki.

W tym celu pani artystka 8 października otworzyła wystawę zatytułowaną "The birth of baby X" w Microscope Gallery na Brooklinie.
Jedno z pomieszczeń już zostało przekształcone w pokój, gdzie w otoczeniu zdjęć nagiej, mocno brzemiennej performerki, zabytkowego łóżka odziedziczonego po babci, basenie do rodzenia w wodzie, zabytkowego bujanego fotela i innych akcesoriów mających 'udomowić' miejsce przedstawienia Marni Kotak lada dzień urodzi swoje dziecko X.




Na razie tylko odwiedza, przygotowuje się emocjonalnie, mentalnie i fizycznie do przedstawienia. Sprawdza, czy wszystko jest gotowe, przyprowadza położną, męża (również artystę) i panią do asysty (zwaną doula). Oswaja miejsce.

Galeria, by uczynić wydarzenie jeszcze bardziej medialnym (nie ma potrzeby i tak już się pani udało - gratulacje, efekt osiągnięty) będzie sprzedawać losy.
Zwycięzca loterii dostąpi zaszczytu ... przecięcia pępowiny.


A łożysko będzie jednym z eksponatów galerii do pierwszych urodzin artystycznego dziecięcia.

Błogo!

Pani Kotak nie czuje lęku (nie bardziej, w każdym razie, niż każda inna kobieta przed porodem). Nie czuje też zażenowania. W końcu jednym z jej wcześniejszych projektów było publiczne stracenie dziewictwa w niebieskim samochodzie marki Plymouth (gdzie, kiedy - nie pytajcie. Nie byłam tam).
Na oczach podglądającej publiczności.


Rozumiem, że tematy tabu zawsze mniej lub bardziej sekretnie pociągały. Mówić się o tym nie mówiło, ale popatrzeć to każdy chciał :)



Więc tematy 'drażliwe' odtajniano co raz bardziej i co raz odważniej.
Swojego czasu to Demi Moore wywoływała ostre dyskusje i potępieńcze tyrady ...



Dziś powielanie jej pozy nie tylko nie wzbudza większych emocji, lecz wręcz traktowane jest jako swoiste 'must-do' w świecie celebrytów i artystów. Tak jak 'wypada' mieć określone gadżety czy modne akcesoria, tak 'wypada' objawiać światu owoc swoich sypialnianych (albo jakichś innych samochodowych :)) poczynań.


Czy przy dzisiejszym globalnym przepływie informacji i modzie na (nie)kontrolowany ekshibicjonizm jest ktoś, kto nie widział porodu na żywo?

Na Youtubie można obejrzeć bardzo uszczegółowione filmiki.
Naturalistyczne do bólu, techniczne, edukacyjne, pokazujące transcendentny wymiar porodu jak i jego mniej fascynującą fizjologiczność.


I fajnie.
Kto chce, może sobie poklikać. Tylko czy od razu nadawać temu etykietkę sztuki?
Bo film niby?
Bo X muza?



video



Ciekawi mnie kiedy ktoś wpadnie na pomysł, że (pardon me) robienie kupy jest twórcze - w końcu takie zróżnicowanie formy i treści!
I zaserwuje nam multimedialne (zapachy, dźwięki, kolory) publiczne sranie wydobywanie z siebie materiału fizjologicznego, idealnie wpasowując się w styl naturalistyczny.


Pani Kotak nie planuje jednak poprzestać na porodzie. Następnym projektem będzie wychowywanie Baby X (to akurat chciałabym obejrzeć, szczególnie odcinek, w którym dziecię będzie zadawać mamie pytania, dlaczego publicznie pokazywała swoją yoni :))

Twórcy 'The Truman Show' powinni ją chyba oskarżyć o plagiat :)
__________________________________________________________________

* Sztuka, to skomplikowane zagadnienie. Kiedyś było dość łatwo odróżnić artystę od idioty zadając mu proste pytanie: "Czy umiesz rysować?"
Jedakże przez jakieś ostatnie sto lat wszystko to się trochę rozmyło i kwestia ta stała się zgoła niedefiniowalna.



poniedziałek, 24 października 2011 


2011/10/24 01:28:58
Następna do kolekcji, która chce zyskać sławę niewiadomodlaczego. Czytałam już wczoraj o tym, ale tak mnie to zniesmaczyło, że starałam się jak najszybciej zapomnieć. Jak potem mam być dumna z tego, że jestem kobietą???

2011/10/24 01:58:06
No więc właśnie o to chodzi!
Moim zdaniem to całe afirmowanie 'sztuki życiem tworzonej' jest kontrowersyjne nie z powodu nazywania sztuką czegoś, co nią absolutnie nie jest, czy z powodu dosłowności (wszystko już było, trochę wydzierania się, krwi, dziwacznych pozycji, nic nowego), ale z powodu zobrzydzenia czegoś, co w zaciszu i intymności sali porodowej (no, powiedzmy) lub domu mogłoby być jednym z najpiękniejszych przeżyć.

Ja miałam to szczęście, że nie miałam traumatycznych wspomnień z porodów. A nawet jak coś tam szło nie po mojej myśli, jak coś tam mnie bolało, to zostało to wyparte ze świadomości przez ogarniającą mnie zawsze euforię poporodową.
Mogłabym więc właściwie śmiało piać peany na cześć sztuki rodzenia, obnosić się ze swoją "twórczością", rozpisywać o najwyższej formie artyzmu (tym bardziej, że moje 'dzieła' są naprawdę niczego sobie :)) ale ... to by zniszczyło te wszystkie wspomnienia, to coś ulotnego, niezapomnianego, tylko naszego, najintymniejszego na świecie.
Ze sztuki zrobiłby się KICZ.

2011/10/24 08:47:39
Dla mnie to jest przerażające..
Jak można tak wystawiać swoją prywatność.. ba, intymność na widok publiczny???
Chore, naprawdę..
Ale.. ja się nie znam na sztuce po prostu...

2011/10/24 10:20:06
Chodzisz jeszcze później spać ode mnie???!!! ;)))

2011/10/24 10:56:12
@Kari - jeśli uznasz, że TO jest sztuką, to uznam, że się faktycznie nie znasz :)
(wiem, wiem, promuję tę panią, o co jej właśnie chodzi ...)

@Rest - akurat wczoraj miałam 'nocnemarkowanie', bo dziś nie idę do pracy :)

2011/10/24 12:05:16
też kłóci się to z moją "wrażliwością" - ja nawet kręcę nosem na obecność faceta w kulminacyjnej fazie porodu, za dużo w tym jak dla mnie fizjologii
Ale może wszystko może być poezją, defekacja również
a tak btw - duże wrażenie zrobił na mnie artykuł w Sunday Times - It"s cheaper to kill.... my ty gadu gadu o sztuce rodzenia ...

2011/10/24 12:49:35
Ninga, dzięki za namiary. Faktycznie przerażający artykuł.
Mnie najbardziej zszokowały te fragmenty o tym, że osoby pomagające ofiarom pozywane są do sądów i muszą same płacić odszkodowania
/
oraz

"Thursday a lorry driver hit a five-year-old boy, Xiong Maoke, on his way home from school. The boy picked himself up, slightly injured. Then the truck backed up and ran over him again, crushing him under its front wheel."

Rzeczywicie, w tym kontekście mowa o sztuce rodzenia i (jakby nie było) afirmacji życia postawiona jest w nieco innym świetle ...

2011/10/24 15:25:38
ja na temat kupy - Dunczycy wpadli na eksploatownie tego tematu w telewizyjnych programach szczegolnie dla dzieci ze trzy dekady temu; z reguly psie ale duzo tego bylo i jako zabawki i cukierki w takim ksztalcie. Milego dnia :)

2011/10/24 15:40:17
Oooo, Anglicy też uwielbiają kupy. Zresztą wszystko co fizjologiczne bawi ich setnie. Im więcej rzygania, sraczki czy pierdzenia tym lepsza komedia/gig kabaretowy :)
Postaram się wkleić co kiedyś napisałam o książecze dla dzieci o kreciku, któremu ktoś narobił na głowę :)
Pozdrawiam ;)

2011/10/24 17:01:17
Sorki, że wybiegam przed szereg, ale tu masz tę miłą książeczkę o kupie:
obczaj.net/pl/268226/
I pomyśleć, że wychowałam się na Karolci i Dzieciach z Bullerbyn. Tam dzieci nawet nie bekały ;)))

2011/10/24 17:37:11
Dzięki Rest (nie będę już w takim razie wklejać :))

Tę o kupach ludzkich też widziałam, ale swojego czasu opisałam na blogu właśnie tę o zwierzętach (przetłumaczyłam ja dla moich znajomych, zanim jeszcze wyszła na polskim rynku - po tym jak zobaczyłam jak moi znajomi w pracy o mało co się nie posikają z radości, czytając przeżycia obsranego krecika - co dla mnie było niemałą osobliwością).

Mnie jakoś temat nie podnieca, przyznam szczerze. Paroletnie podcieranie pup moich dzieci i babranie się w pieluchach skutecznie zniechęciło mnie do głębszego studiowania tematu. Bąki niekontrolowane wciąż muszę niestety znosić :)
Tabu z tego nie robię, ale i nie analizuję dogłębnie, a już na pewno nie nazywam sztuką :)

Swoją drogą, to w dyskusji pod linkiem, który podałaś jest niezły tekst - że podobno niejaki pan Salvador Dali płacił ludziom, by robili kupę na szklany stół, by on mógł sobie popatrzeć ...
Nieeee, no fajnie. Czyli jednak kupa w sztuce też już ma swoje miejsce ;-P

2011/10/24 19:43:11
A ja przy porodzie mojej Żony trzymałem w kieszeni (tylnej) spodni tabliczkę czekolady. 14 godzin. Otóż po porodzie... no cóż, uznaliśmy, że to najpiękniejszy odlew w czekoladzie męskiej... khm... kiedy już stężało. I w tym względzie uważam, że to była duuuużo lepsza sztuka i lepszy performance. I już szykuję się na kolejny;)

2011/10/24 22:20:08
@smutneczwartki
he, he - to był prawdziwy performance - totalny spontan :)
Widzę, widzę, że się bardzo solidnie szykujesz :)
Mam nadzieję jednak, że nie przewidujesz konkursu na przecinanie pępowiny :)

2011/10/25 07:01:46
Książka o kupach bardzo mi się podobało (ale w innym wydaniu, więc nawet nie wiem, czy to ta), ale jakby na to nie spojrzeć, dzieci nie mam, no i to może mieć jakieś znaczenie :D Co do sztuki rodzenia, to po prostu tematu nie czaję i nawet nie próbuję tego zrozumieć. Trudno mi to rozpatrywać w kategoriach sztuki, skoro do głowy mi przychodzi: "czy ją porąbało?"

2011/10/25 10:23:02
@Żono, odpowiedziałam ci tutaj ;)


0 comments:

Prześlij komentarz

Niepisanym prawem tego bloga jest lista komentarzy dłuższa od samego wpisu - uprasza się o podtrzymywanie tradycji:)

 
Back to top!