Searching...
sobota, 22 grudnia 2012

Sverige


Jest spokojny, wilgotny, ciepły wieczór.
Słoneczny dzień, przeżyty koniec świata i pierwszy dzień urlopu nastroiły mnie bardzo pozytywnie.
Co prawda całe przedświąteczne zakupy, sprzątanie i gotowanie dopiero przede mną ale na pewno się wyrobię, albowiem w tym roku nasze święta będą w stylu 'low profile'.
Po raz pierwszy (!) spędzimy je sami, tylko we własnym sosie.
Od ośmiu lat nie byliśmy na świętach w Polsce, bo bilety są horrendalnie drogie.
Zawsze jednak spędzaliśmy je z naszymi polskimi przyjaciółmi w gronie ... co raz bardziej się wykruszającym; ale to temat na inny wpis.

W tym roku za to JEDZIEMY!!!
Co prawda właściwie już świętach, ale na atmosferę świąteczną i odsmażane pierogi na pewno się jeszcze załapiemy.
Po cichu liczyłam na prawdziwą, zaśnieżoną polską zimę, a tymczasem ma lać, jak z cebra.
Oh, well!
Coś mnie tknęło, żeby sprawdzić ceny biletów. Te okazały się być tak niskie, a na dodatek ferie są tak długie (do ósmego stycznia), że żal było nie pojechać.
Dlatego też tu w Angli wszystko będzie w wersji mini.
Muszę tylko jeszcze jakoś wymanewrować z tą choinką, której - ku umiarkowanej rozpaczy moich dzieci - w tym roku nie będzie.

W tym miejscu zamierzam jednak sprofanować.
I powiedzieć, że o tej porze roku najbardziej tęsknię za ... Szwecją.
To nie znaczy, że nie rusza mnie karp, czy pierogi z kapustą.
Nie mówię, że nie lubię spotkań w rodzinnym gronie.
Pierwsza gwiazdka, a nawet kolędy, których nie śpiewam od lat i nocne Polaków rozmowy potrafią mnie ładnie nastroić.
Ale to właśnie Szwecja kojarzy mi się z najpiękniejszymi świętami, jakie kiedykolwiek przeżyłam.


Dawno, dawno temu, kiedy byłam (średnio) piękna, młoda i niezależna mieszkałam sobie po północnej stronie Bałtyku.
To był 'time of my life' :) *

 
Czas sielski i anielski. Bez zobowiązań, wśród wspaniałych ludzi z całego świata.
Czas marzeń, czas nadziei, czas nowych początków.
Czas, który dziś wpominam z rozrzewnieniem, mając świadomość, że go w zakamarkach swojej pamięci mocno polukrowałam i wyniosłam (być może niezasłużenie) na piedestał.


Wtedy w Szwecji, oprócz zachwytów nad pięknem przyrody, architektury i standardem życia przeciętnego Svensona, po raz pierwszy naprawdę zachwyciłam się zimą.

Mroźną, ale nie wciskającą się przenikliwą wilgocią w najskrytsze zakamarki ciała.
Wietrzną, ale z suchym, czystym powietrzem.

Nastrajającą optymistycznie ciepłym światłem lampek zwisających z każdego okna i grzejącą urokiem pięknie urządzonych szwedzkich domów, do których można bezczelnie zaglądać, gdyż okna nie są najczęściej zasłonięte.
Oczywiście żaden prawowity Szwed tego nie robi.
Ja jednak nie mogłam się powstrzymać.
Ba, robiłam sobie wieczorne przejażdżki po osiedlu i podziwiałam ekologiczny design.


szwedzke domki ... nie tylko w tradycyjnej kasztanowej czerwieni

Zimą, gdy spadnie pierwszy śnieg, spychacze wyjeżdżają najpierw na ścieżki rowerowe, by ułatwić setkom cyklistów dotarcie do pracy, szkoły czy na zakupy.
Rowerzyści w Szwecji mają się jak pączki w maśle, nie tylko zimą zresztą. Miejsc do zaparkowania rowerów bez liku, stanowiska do pompowania opon na każdym osiedlu, akcesoria rowerowe tanie jak barszcz.


Często śniegu jest tyle, że nie da rady odgarniać - można go jedynie ubić.


zima nie-zima, rower jest popularnym środkiem lokomocji :)

Czasami jednak zima jest szybsza i od szwedzkich drogowców :)
 


Zimą smakowite szwedzkie kanapki robią się jeszcze piękniejsze (angielskie trójkąciki z watoliny niech spadają na bambus).
Pulpeciki ozdobione sałatką z buraków rywalizują z pokoperkowanym łososiem.
Krewetki w objęciach plastra pomarańczy kuszą nawet najbardziej sceptycznych owocomorskich konserwatystów.



szwedzkie kanapki je się nożem i widelcem :)



Zimą sławetna szwedzka fika staje się niemalże posiłkiem rytualnym.
Fika to kawa z kanapką, lub kawa z ciastkiem. Oczywiście są różne wariacje na temat w postaci herbaty czy krakersów. Najważniejsza jest istota fiki. To właściwie niewielka przekąska, nie brunch, nie lunch, nie podwieczorek, ale coś pomiędzy. Jedzone nawet i po 3-4 razy na dzień, dodające energii przekąski i parujący napój pomagają zatrzymać się na chwilę i wrzucić na luz.

bułeczka cynamonowa (kanelbullar) ze słabą kawą

Låt oss fika - to odpowiednik angielskiej cuppa. To dawka energii, remedium na całe zło, okazja do odprężenia się i zatrzymania na chwilę. W spolszczonej (a właściwie w zruszczonej) wersji brzmi to: Idziemy pofikać :))
A niewątpliwie, po tak smakowitych ciasteczkach trzeba trochę pofikać, żeby nie stracić linii.
Szwedzi jednak jedzą naprawdę małymi porcjami. Częściej, a mniej. I w tym chyba tkwi sekret ich smukłych sylwetek.
Ja, przyzwyczajona do sutych polskich dwudaniowych obiadów z deserem czułam się w czasie wspólnych posiłków jak wiecznie nienasycony żarłok.






No dobra, niektóre ciacha są nieco większe i nieco bardziej ponętne.




Te smakołyki powinny być znane bywalcom IKEI (choć zielony lukier serwowany jest chyba tylko w królestwie Wazów); niestety udało mi się znaleźć tylko wersję włóczkową :))

update: dzięki wirtualnym znajomościom Kaczki (vide: komentarze) uzupełniam o elementy niewłóczkowe :)

W Szwecji nad każdym parapetem jest kontakt, to którego podłącza się zwisające z okien lampeczki, które nadają specyficzny klimat.
Zresztą oświetlenie wszelkiego typu, czy to w postaci lampek czy świeczników w ilościach hurtowych, jest niezbędnym elementem dekoracyjnym każdego domu.




W adwencie dochodzą jeszcze rozsławione przez IKEĘ świeczniki.
A z zewnątrz wygląda to przepięknie, szczególnie jak się idzie po skrzypiącym śniegu i zagląda ludziom w życie :)



Szwedzi całkowicie zmieniają wystrój domów i na Boże Narodzenie i na Wielkanoc.
Na wiosnę wszystko się żółci, niczym forsycje, żonkile i kurczaki.
W grudniu zaś czerwień przejmuje całkowite panowanie.




adwentowy świecznik, ze świeczkami zapalanymi kolejno w cztery przedświąteczne niedziele - im dłuższa świeczka się pali, tym bliżej do 'Jul'

I nie chodzi tu o 'akcenty'.
W czasie adwentu Szwedzi dostają dekoracyjnego szwungu i wymieniają kapy, poduszki, bieżniki, świeczniki, abażury, misy, doniczki, obrazki na ... czerwone.
Zresztą strona startowa szwedzkiej IKEI mówi sama za siebie :)





Mimo, że de facto nigdy nie spędziłam w Szwecji żadnej wigilii, to byłam tam zawsze prawie do samych świąt i - choć było to ładne dwadzieścia late temu (więc rzeczy mogły ulec zmianie :)) - nigdy nie miałam wrażenia, że święta to dla Szwedów jakiś nieziemski wysiłek. Nikt nie pędził, nikt się nie zabijał w kolejkach po prezenty, nikt nie piekł i nie gotował miesiącami.
I może to mnie tak właśnie ujęło.
Bo u nas w domu zawsze najpierw był odwieczny problem, kto to wszystko ugotuje, a potem jeszcze większe zmartwienie, kto to zje.



  przepiękny świecznik 'raspberry' ze znanej na całym świecie huty szkła w Orrefors


W Szwecji siada się na drewnianej sofie w jadalni, przy świecach i pot pouri i piję się kawę Lavazza albo sok z czarnego bzu. Zagryza się chrupkim chlebem z dżemem żurawinowym lub z malutkich żółtych malinek (hjortron), patrząc się ze spokojem na padający śnieg.
Albo popija się grzane wino (glögg) z pierniczkami.
Albo kanapkę z pastą rybną, którą - jak wszystkie posiłki - popija się mlekiem ;)






Trzeba uważać, żeby nie nabrać się na szklane cukierki, króre ułożone razem w miseczce wyglądają nader kusząco :))

Nie może też zabraknąć typowych szwedzkich dekoracji bożonarodzeniowych: drewnianych, malowanych koników i słomianych jelonków, aniołków czy gwiazdek.
Na ulicach można, przy odrobinie szczęścia, przy okazji licznych festynów i kiermaszy spotkać Lapończyków w strojach ludowych, sprzedających lokalne specjały.

 




W drewnianych domach czy nowoczesnych mieszkaniach jest na ogół ciepło.
Ale klasyczny norweski sweter może się przydać na trzaskające mrozy.




Nie wiem, czy dzisiejsza Szwecja to miejsce, w którym chciałabym mieszkać. Z tego co czytam w internecie lub w prasie, nie jest to łatwy kraj dla słowiańskiej mentalności.
Wolność i swoboda, bogactwo i rozwiązania ułatwiające życie, dostęp do różnego rodzaju placówek, rozrywek, usług okupione są ingerencją państwa w życie obywateli na skalę trudną do zaakceptowania.
Co więcej, moje relacje ze Szwedami (choć oczywiście poznałam paru przecudownych, a Christina, z którą mieszkałam, przyjechała nawet na mój ślub) zostawiły mi - być może stereotypowe i krzywdzące - przekonanie, że to ludzie ... trudni.
Z jednej strony wydają się być przyjaźni, wyluzowani i spełnieni.
Często jednak pokazują swoją chłodną, nieemocjonalną i egocentryczną stronę.
Jeśli sądzić po wszechobecnych flagach, Szwedzi kochają jednak swój kraj :)
A i statystyki plasują ich wśród najbardziej ukontentowanych narodów.




Nieumiejętność zrozumienia szedzkiej mentalności nie zmienia jednak faktu, że moje wspomnienia z mieszkania w Szktokholmie należą do najpiękniejszych i najmocniej przeze mnie hołubionych.
Że moje przyjaźnie zawarte tam wciąż trwają (choć obecnie głównie internetowo i nie ze Szwedami raczej :))).
 

Że gdzieś tam, w czasie rowerowych przejażdżek, wśród pól rzepaku, wśród bordowych domków, pięknych lasów i jezior, odnalazłam swoje - szukane od czasów (wielokrotnej) lektury książki Astrid Lindgren - Bullerbyn.

Miejsce sielankowe, miejsce które nosi się w sercu do końca życia.





Na koniec - szwedzka kolęda (zresztą nie wiem, czy oryginalne szwedzka, bo jest też bardzo popularna w Anglii; ale dla mnie zawsze będzie szwedzka :))), śpiewana przez trzech tenorów z północy (Nordic Tenors). Uwielbiam brzmienie tego języka ...
Posłuchajcie i popatrzcie, jak oni pięknie układają usteczka, wymawiając te ich skomplikowane brzmieniowo samogłoski :)



video


Tack Sverige och svenskarna / Dzięki wam Szwecjo i Szwedzi.

* Time of my life

video
________________________________________________________________________________


Korzystając z idealnej okazji, odpowiadam na pytania Aleksandry, która mieszka w Szwecji i pisze blog Polska Pakistan Sverige, która również wyróżniła mnie nagrodą Liebster Blog.
Jako że mianowałam już poprzednio 11 osób, nie będę tego robiła ponownie.
1. Twój ulubiony sposób wieczór: książka, film, impreza, we dwoje, komputer? Z kim? Jak często tak spędzasz?
Pewnie zabrzmi to okropnie, ale najczęściej lubię spędzać wieczory w samotności :)
Tzn. mąż obok mi nie przeszkadza. Mówi się, że kobiety potrzebują relacji face-to-face, a mężczyźni shoulder-to-shoulder. No więc to kolejny dowód na silną obecność męskich pierwiastków we mnie. Ja mogę sobie siedzieć koło niego i cały wieczór, byle by było cicho.
Ale to wynika głównie z przemęczenia. Zdarza nam się wciąz chodzić randki i wtedy gadamy. Hmmm, tzn. ja gadam ...
Na urlopie lubię się spotykać ze znajomymi, ale wielkie imprezy? Nie, dziękuję.


2. Czy jest ktoś kto jest dla Ciebie wzorem, który podziwiasz i chcesz naśladować? Kto to jest?
Nie mam konkretnej osoby, która jest dla mnie wzorem. Natomiast imponują mi osoby, które są 'zintegrowane': wiedzą czego chcą i zgodnie z tym żyją (a nie muszą to być wcale wielce ambitne cele). Poza tym podziwiam każdego, kto jest uporządkowany, systematyczny i zorganizowany :)


3. Jeśli mógłbyś/mogłabyś żyć w dowolnym miejscu i czasie, co byś wybrał(a) i dlaczego?
Tu i teraz. Wygoda życia jest na dość dobrym poziomie. A ja jestem wygodnicka.


4. Jakie języki obce cię interesują, jakie znasz, jakich chciał(a)byś się nauczyć (i dlaczego)?
Znam angielski, rosyjski już teraz słabo i szwedzki już teraz jeszcze słabiej. Wierzyć się nie chce, ale swojego czasu potrafiłam się nawet całkiem nieźle porozumieć po niemiecku, ale dziś pamiętam tylko jedno zdanie z wkuwanego dialogu: Kann ich diesen schuhen anprobieren? (nawet nie wiem, czy dobrze :))
Chciałabym się nauczyć włoskiego, bo lubię brzmienie tego języka. Ale to już raczej nie nastąpi. Chyba że na uniwersytecie trzeciego wieku, jak odchowam wnuki :))


5. Masz podzielną uwagę czy raczej skupiasz się na jednej rzeczy w danym momencie?
Niestety zupełnie niepodzielną :(


6. Jeśli byś mógł/mogła (jeszcze raz) wybrać zawód/pracę, nie bacząc na obecne ograniczenia, co by to było?
Coś związanego z projektowaniem, designem, internetem lub/i interiorem :)


7. Hobby: co robisz w czasie kiedy nie pracujesz i nie wypełniasz domowych obowiazków? Jest coś co chciałbyś robić a na co brakuje ci czasu?
Blog to moje hobby. Wbrew pozorom dość czasochłonne.
Co bym jeszcze chciała robić ... oj, dużo by się tego znalazło.


8. Z jakich Twoich osiągnięć jesteś najbardziej dumny/dumna?
Moim największym osiągnięciem, jest to, że jeszcze nie zwariowałam i jakoś dalej prę do przodu, mimo że czasami łatwo mi nie jest. W pewnym sensie jestem dumna z tego, że udało mi się skończyć studia w Anglii (naprawdę nie wiem, jak jak dałam radę wyprodukować te sześć essejów zaliczeniowych) i pracować w zawodzie. W pewnym sensie, bo niestety ... przestałam ten zawód lubić, co nie zmienia faktu, że nareszcie mam ten komfort, że 'wiem, o czym mówię', mimo że czuję się wielce niedouczona.
Mam do tego wspaniałe dzieci, z których jestem straszliwie dumna, ale nie zaliczyłabym tego do moich osiągnięć. To raczej kombinacja wielu czynników.


9. Czy jest coś czego żałujesz, że zrobiłeś/zrobiłaś (albo czego nie) - czy chciał(a)byś czasem cofnąć czas żeby zrobić od nowa?
Podobno to jest niezdrowe, żeby się oglądać wstecz. Ja niestety często to robię i często czegoś żałuję. Tak, chciałabym cofnąć czas, ale jestem realistką więc staram się wyperswadować sobie, że ekonomiczniej jest jednak skupić się na teraźniejszości i przyszłości :)


10. Jakie jest Twoje życiowe motto? aka podaj ulubiony cytat :)
Ostatnio mój ulubiony cytat brzmi: Boże spraw, aby mi się tak chciało, jak mi się nie chce :)
Ale generalnie kieruję się mottem: kochaj bliźniego jak siebie samego oraz co człowiek sieje, to i żąć będzie - to się jednak sprawdza jak mało co w życiu.


11. Kto u Ciebie rozdaje prezenty 6 grudnia, a kto 24 grudnia? :)
Szóstego nikt, bo nie obchodzimy, 24 za Mikołaja 'robi' mój tato, albo jeden z tatusiów (jak spędzamy wigiliję w gronie znajomych).


Dzięki jeszcze raz za zaproszenie do zabawy :)


sobota, 22 grudnia 2012


2012/12/22 02:53:15
u mnie podobnie tylko po dunsku; spokojnych i wesolych swiat :)


2012/12/22 11:53:56
Artdeco, rozumiem, że mieszkałaś w Danii? Te skandynawskie (bo jednak w Danii jest więcej Skandynawii niż Europy) mają swój urok, musisz to przyznać :)
Tobie też spokojnych świąt, pysznego jedzenia i oczywiście niebanalnych dekoracji :))


2012/12/22 12:53:51
Tak naprawdę to nigdy nie lubiłam i nie lubię świąt. Nie cierpię też zimy. Owszem - bawię się w to całe zamieszanie typu strojenie domu i przyrządzanie potraw, ale najmilej wspominam czas, kiedy byłam sama i nic nie musiałam. Cieszyłam się czasem wolnym i celebrowałam długie spacery wzdłuż zamarzniętej plaży (spacery wzdłuż brzegu morza uwielbiam o każdej porze roku oprócz lata). Wbrew ogólnym opiniom, nigdy nie zazdrościłam ludziom spędów rodzinnych przy stole i byłam bardzo od tego daleko.
A marzę najbardziej o świętach, a raczej tym całym czasie świąteczno-noworocznym, gdzieś w ciepłym kraju, na leżaku przy basenie, z dobrą książką i drinkiem z palemką...
2012/12/22 14:44:28
Nie byłam w Szwecji i nigdy mnie tam nie ciągnęło, ale po Twoim opisie zapragnęłam tam pojechać:) I to chętnie zimą, mimo krótkich dni:) Bardzo sugestywnie piszesz.
Gość: oliwka, 178-36-10-158.adsl.inetia.pl
2012/12/22 18:52:23
Ech, aż mi się zatęskniło. Też mam za sobą szwedzki epizod, też sprzed 20 lat :)
God Jul!


2012/12/22 21:43:30
@ Rest, u nas się pewne rzeczy 'rozmyły', ze względu na emigrację, na to, że od paru ładnych lat nie spędzamy tych świąt super ortodoksyjnie, ale trochę wybiórczo.
Z drugiej strony brakuje mi tych spotkań, kiedy wszyscy byli razem, kiedy jadło się naprawdę odświętnie (bo wielu rzeczy w ciągu roku nie można było dostać), kiedy prezenty były niespodzianką (ostatnio, przyznaję szczerze różnie z tym bywa - niespodzianki są głównie dla dzieci, a bywa, że są nietrafione, bo przecież oni wszystko mają - wszystko w ramach naszych możliwości finansowych :)))

Z drugiej jednak strony bardzo się cieszę, że oboje z mężem wyrwaliśmy się z tego 'musu', bo wypada, bo trzeba, bo jakżesz to, bo ktoż to widział święta bez karpia!
Ja robię tylko bigos, śledzia, barszcz i sałatkę. Pierogi ... kupione.
Mąż piecze sernik. I wiesz co, dobrze mi z tym!
A na wyspy gorące to mnie jakoś nigdy nie ciągneło. Na plaży bym zbyt długo nie wyleżała :)))
Ale czytanie w spokoju też mi się marzy. Myślę, że w tym roku dam radę wygospodarować trochę czasu.

@ Reska, nie chcę się chwalić, ale właśnie tydzień temu wyperswadowałam mojej koleżance z pracy, by pojechała do Szkokholmu :)))
Dostała zaproszenie od znajomej i była się z myślami. Wczoraj dostałam od niej maila, że jedzie, zachęcona moimi opowieściami.
A teraz gryzę pazury, bo najgorsze, co może być, to rozczarowanie z powodu zbyt dużych oczekiwań :)))
Choć Sztokholm, oh, Sztokholm jej nie może zawieść!!!
Tak więc weź tę opcję pod uwagę, jak już się uporasz ze swoimi chwilowymi nieprzychylnościami losu :)
Pozdrawiam

@ Oliwka,
Tack s mycket, samma för dig :)
Cieszę się, że przywołałam dobre - jak się domyślam - wspomnienia.
Kto wiem może się nawet kiedyś minęłyśmy :))


2012/12/23 09:04:43
Twojego posta przeczytałam jak zwykle z ogromnym zainteresowaniem, ta część o Szwecji mnie zafrapowała jako wielbicielkę "Dzieci z Bullerbyn" (do dzisiaj pamiętam tę urocza książeczkę) i czytelniczkę szwedzkich kryminałów. Wygląda na to, że jest jakieś rozdwojenie w szwedzkiej jaźni...Ich styl życia chyba by mi odpowiadał ale piszesz też o bardzo niepokojących rzeczach.
Natomiast druga część równie interesująca choć z innych względów a Twoje motto chętnie sobie przyswoję.
Pozdrawiam, życzę miłego pobytu w Ojczyźnie i Wesołych Świąt całej Twojej Rodzinie, a w Nowym Roku powodzenia, spokoju i pogody ducha!


2012/12/23 14:45:55
Sukienko, co do niepokojących rzeczy to ... byłam w Szwecji jako młoda dziewczyna, tematy dzieci, osób starszych, problemy społeczne tego kraju zupełnie mnie nie obchodziły. Zresztą mieszkałam w domu bez telewizora, internetu nie było, gazet nie czytałam, żyłam w trochę sztucznym świecie.
Historie o szwedzkim systemie opieki społecznej (zapewniającym wysoki komfort, ale oferujący arktyczny chłód emocjonalny) czy o dzieciach, które mogą zadenuncjować rodziców za to, że np. nie pozwolili im wyjść pograć w piłkę zamiast odrabiać lekcje naprawdę mrożą krew w żyłach
Czytałam o tym u AleksandryR, ale chwilowo nie mogę znaleźć, żeby podlinkować - polecam za to inny wpis.

Polecam Ci też w wolnej chwili dwa artykuły z Wyskich Obcasów i Dużego Formatu:
Szewcja skazuje za współczucie
Dziecko po szwedzku

Bullerbyn to piękna, sielankowa opowieść, której trudno nie kochać, ale zauważ, że jest ona umieszczona w nieco wyizolowanym świecie, gdzie praktycznie są tylko dzieci, które robią co chcą. Mają wiele wolności, wspaniałe miejsca do zabawy, zero problemów i ... praktycznie zero obowiązków. Dorosłych też w tej książce właściwie nie ma.

Wraając do zjawisk opisanch w powyższych artykułach, to wygląda na to, że wielu Szwedom ten system po prostu odpowiada.
Ja bym nie potrafiła tak żyć nawet zakładając, że zjawiska opisane w artykułach są nieco przejaskrawione.

Dzięki za życzenia!
Pozdrawiam serdecznie.


2012/12/24 01:36:52
Od kiedy przyjechałam do Anglii, najbardziej brakuje mi śniegu i mrozu. Ja po prostu uwielbiałam chodzić na świąteczne spacery, kiedy można zobaczyć własny oddech i usłyszeć skrzypiący śnieg.
Ładnie opisałaś tą szwedzką atmosferę Świąt. Prawie chciałabym tam pojechać i oczywiście przeprowadzić obserwacje okienne. Wstyd się przyznać, ale podglądactwo, to moje ulubione zajęcie. No ja oczywiście nie mam lunety, ale jeśli przechodzę obok rozświetlonego domu, to lubię zerknąć...powiedzmy na choinkę.
Zdrowych i pogodnych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku!!!!
Pozdrawiam.
2012/12/24 22:21:16
I ja też ślę życzenia. Pięknych Świąt Wam życzę :)


2012/12/25 20:21:11
Przeczytałam i skóra mi ścierpła... nie miałam pojęcia o tych praktykach, zresztą nigdy nie zetknęłam się z tamtą rzeczywistością a przez ostatnie dziesięciolecie podczas pobytu we Włoszech nie miałam okazji zetknąć się z podobnymi informacjami. Jeśli tak się sprawy mają, to chyba źle rokuje na przyszłość...To bardzo niezdrowe praktyki jako człowiekowi i pielęgniarce nie wydaje mi się aby to przyniosło pozytywne efekty. nie dziwię się że pewne zawody powiedziały twardo "nie"! We Włoszech mnie męczyła powierzchowność i nieco nadmierna emocjonalność tego narodu, wykraczająca poza naszą "polską normę" ale mimo wszystko cudzoziemcowi chyba łatwiej się odnaleźć w tamtejszym społeczeństwie, choć oczywiście wynaturzeń oraz przejawów rasizmu i nietolerancji nie brakuje.


2012/12/26 00:25:27
Viki, ja za śniegiem tęsknię umiarkowanie, gdy muszę chodzić do pracy :)
Ale fakt, spacery np. po zaśnieżonym lesie to bajka!
Co do odsłoniętych okien, to ja zupełnie nie rozumiem tego zjawiska - ja zasłaniam jak tylko zapalam światło. Ale moi sąsiedzi ... zero firanek. Siedzą na sofie pod oknem, i jedzą 'na sobie', oglądając telewizję. I naprawdę nie da się tego nie zauważyć, bo angielskie okna wykuszowe idealnie to ułatwiają (nie trzeba nawet spoglądać w bok :)).
A mimo to tu jakoś mnie nie kusi, tak jak w Szwecji (wiesz, wtedy w Polsce dopiero zaczynały sie pokomunistyczne zmiany, więc standard życia jawił się jako dużo, dużo lepszy).
Myślę, że 'zerkactwo' to lepszy termin niż 'podglądactwo' :)
Pozdrawiam i też życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

@ Jazzwitaminku - trochę jestem spóźniona z odpowiedziami, ale bardzo serdecznie dziękuję za życzenia i Tobie też życzę wspaniałości, marzeń i spełnionych nadziei w Nowym Roku.

@ Sukienko, tak włąśnie myślałam, że temat da ci do myślenia, ze względu na Twój zawód ...
Swojego czasu podczytywałam forum dyskusyjne dla kobiet mających mężów nie-Polaków (nazwy nie pomnę) i wiele, wiele z nich narzekała na mężów Skandynawów. Pewne różnice były dla nich nie do przeskoczenia.
Zresztą - jak zwykle - zainspirowałaś mnie do dopisania paru historyjek związanych z moimi kontakmi ze Szwedami. Jak znajdę trochę czasu w czasie szaleństwa wizytowego (babie, ciocie, teściowe czekają :))), to spróbuję coś nabazgrolić :)
Pozdrawiam serdecznie.


2012/12/29 10:54:29
Pięknie to opisałaś... aż się rozmarzyłam... Nie wiem dlaczego, choć ogromnie lubię ciepło, to najbardziej podobają mi się zimne kraje. Tam wydaje się być przytulniej, ciszej i spokojniej. A Szwecję lubię za Ikeę, Pippi Langstrump, Trylogię Millennium Stiega Larssona, politykę równościową... Trochę "potop szwedzki" psuje mi jej wizerunek, ale to było dawno temu, no i jak zwykle, trochę sami byliśmy sobie wówczas winni;)


2013/01/05 14:09:09
Mysle,ze jak w kazdych mniej lub bardziej kres w zylach mrozacych historiach jest ziarno prawdy ale i ziarno dziennikarskiej pogoni za sensacja, za wyolbrzymieniem i zafascynowaniem czyt. prawrazeniem czytelnika. Szwecja, jako i Polska idealna nie jest, Szwedzi, jako i Polacy maja swoje zady i walety. To moze byc miejsce do zycia i przezycia jak kazde inne. A czas adwentu i przygotowac do swiat BN w Szwecji ma swoj niesamowity urok, czar i chyba wlasnie taka niespiesznosc, ktorej w Polsce juz od dawna nie ma... W tym roku same swieta spedzilismy w Polsce i w przyszlym z wielu wzgledow z rowna przyjemnoscia zostaniemy w Szwecji, nawet jesli nam sie grono znajomych tez przetrzebia...


2013/01/07 19:34:35
@ Ren-ya, i na potop szwedzki można spojrzeć inaczej, jak się np. odwiedzi Vasa Museum. Naprawdę ciekawie ogląda się dobrze znane wątki historyczne z perspektywy 'przeciwnika' :)

I masz rację, jest w szedzkim klimacie, atmosferze, tradycji coś kojącego, uspokajającego.

@ Zapiski_szwedzkie - na pewno jest to kraj, w którym dla się żyć, sama najlepiej o tym wiesz :))
A poza tym Szwedzi przodują w rankingach na najbardziej usatysfakcjonowanych swoim krajem obywateli, a i imigrantów nie brakuje.
Moje doświadczenia są sprzed paru ładnych lat, artykuły w gazecie na pewno kumulują negatywne/ obce nam kulturowo informacje. Pokazują jednak różnice w mentalności, którym raczej nie da się zaprzeczyć.
Jak widzisz, nie wpłynęły one jednak zbyt destrukcyjnie na mój obraz tego kraju :))


2013/01/26 13:58:45
Jeny, ostatnio miałam blogowy zawrót głowy plus wiele wyjazdów... zapomniałam skomentować!!! pffff shame on me

świetnie napisałaś o Szwecji, aż zapaliłam sobie swój LJUSTAKE choć środek dnia... na północy byłam tylko raz, w Lulea... piekne tereny, rewelacja... Malmo to taki prawie JUKEJ, ostatnio jednak spadł śnieg i ci rowerzyści tacy nieprzygotowani na to...

o mleku po kanapkach z rybą nie wiem... może w innej Szwecji mieszkam


2013/01/26 19:41:36
@ Aleksandra, życie pochłania i na bloga, a tym bardziej na komentarze u innych nie ma czasu. Ja też mam sporo do nadrobienia
(między innymi o forumowaniu na polskich portalach :)).
Też będę - jak pozamykam obecne, nie cierpiące zwłoki sprawy i sprawki - nadrabiać z komentarzami :))
Z co do ryby popijanej mlekiem, to tam gdzie mieszkałam wszyscy popijali wszystko mlekiem, obiad-nie-obiad (no, z wyjątkiem fiki, oczywiście :)), więc i kanapki z rybą też. I kotlety i buraczki i ziemniaki. Wszystko, co nam Polakom się z mlekiem raczej naturalnie nie łączy :))

8 comments:

  1. Nie wiem, dlaczego ten wpis pojawił mi się na liście aktualności Bloggera akurat dziś, ale wszystkie zdjęcia i słowa sprawiły, że zatęskniłam za Szwecją. Zimowej jeszcze nie dane było mi odkryć, ale za taką jesienną zatęskniłam.

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. N. - mam jeszcze do przeniesienia ok. 150 wpisów z Bloxa i robię to stopniowo, najczęściej przy okazji nowego wpisu (żeby się właśnie w uaktualnieniach pojawił ten najnowszy, a nie jakieś tam 'starocie', które blogger niestety wydobywa na prowadzenie, niezależnie od daty), Dziś akurat padło na wpis o Szwecji, bo przypomniało mi się, że w mojej recenzji 'Włoskich butów' Mankella, widniał jeszcze link do starego bloga :))

      Mi się tęskni za każdym razem, jak wchodzę na Twojego bloga, czy bloga Karoliny, Oli, itd. ...


      Usuń
  2. Poruszylas bardzo czula struna wymieniajac wszystko za czym przerazliwie czasem tesknie. Mamy podobna przeszlosc :-) Nigdzie indziej zimy nie sa tak piekne jak w Szwecji... ach, ide smarkac w poduszke :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczko, potrzebowałam tego wpisu, żeby utwalić chwile, które już pewnie nie wrócą (a na pewno nie w takim zestawie emocjonalno-wizualnym :)))
      Nie wiem, ile czasu zajęło mi szukanie zdjęć do tego wpisu, ale na pewno parę dni, na google.com i google.se, wpisując hasła po angielsku, po polsku i po szwedzku, a i tak nie mogłam odnaleźć wszystkich obrazów i nastrojów z przeszłości.
      Było mi to potrzebne, bo choć wtedy miałam aparat i używałam go często, to utrwalałam głównie ludzi, a sama Szwecja była jakby w tle.
      Tak, szwedzkie zimy są przepiękne (mówię to ja, zmarźluch, co się zowie :))
      Zdrowiej!

      Usuń
    2. To dorzucam do galerii: http://raz.nu/tag/dammsugare/ i http://semiswede.com/2011/09/21/princess-cake-demystified-prinsesstarta/ i http://hd.se/helsingborg/jourhavande/wp-content/uploads/2010/11/BM-Korv-o-Mos.jpg
      Smacznego!

      Usuń
    3. Dzięki!
      Uzupełniłam zdjęciami ciast. Kiełbaskę sobie daruję, choć faktycznie coś takiego serwowano. Niestety nie cierpię ziemniaków puree oraz tych gotowych, mrożonych posiłków, którymi Szwedzi (przynajmnie w tamtych czasach) się zajadali

      Usuń
  3. Ty no ale pojechałaś teraz z gwiazdką:)) Ale czytam koment wyżej i już rozumiem.

    Co do samej Szwecji, rację masz kobieto - kraj cudowny, niestety mlekiem i miodem już tak nie płynący jak kiedyś. Sama tych zmian nie miałam okazji odczuć (ani zaobserwować) ale podobno jest inaczej, że tak delikatnie to określę.
    Na własne życzenie jakby. Nie rozumiem do końca ich polityki dot. imigrantów, szczególnie tych z krajów 3 świata. W skrócie, w zamiarze było zainwestować w pierwsze pokolenie, tzn. nie tylko nakarmić ale i utrzymać plus dać "kieszonkowe" i ewentualnie wykształcić, a zbierać polny z drugiego - ich dzieci. Na codzień mam do czynienia z tymi właśnie dziećmi i stwierdzam jedno - plan się nie do końca sprawdza. Dzieci to wierne kopie rodziców. Szkoda, po prostu szkoda tego pieknego królestwa.

    A sam post nastroił mnie troszkę sentymentalnie;) I jak by nie było, cieszę się że tu żyję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, kwestia przemiany kraju, zmian społeczno-obyczajowo-rasowych (że tak to dziwacznie nazwę), to temat nie tylko na jeden wpis, ale na cały tryptyk tematyczny, który już od dawna rodzi się w mojej głowie, a właściwie już się dawno urodził - teraz tylko dojrzewa i czeka na finałowy powiew natchnienia. To samo się dzieje w Anglii i właściwie do końca nie wiem, co myśleć o tych wszystkich tendencjach. Wciąż to sobie układam w główce.

      Póki co, ciesz się Szwecją, bo na pewno jest to wciąż jedno z piękniejszych miejsc na ziemi :)

      Usuń

Niepisanym prawem tego bloga jest lista komentarzy dłuższa od samego wpisu - uprasza się o podtrzymywanie tradycji:)

 
Back to top!